Bywa, że ludzie traktują Boga, jak ostatnią deskę ratunku. Jeśli wołają do Niego, to tylko w sytuacjach, gdy nie pozostaje nic, jak tylko nadać sygnał SOS. Postrzegają Go jako kogoś odległego, kto ich prawdopodobnie stworzył i może (ewentualnie) zainterweniować w dramatycznych chwilach. Oczywiście taki bóg nie odpowiada, bo nie ma nic wspólnego z Bogiem tym prawdziwym - poznanym z bliska.
Tak właśnie traktowałam Boga, gdy jeszcze nie przyjęłam Jego zbawienia. Byłam ateistką, a jednak były momenty, gdy chciałam, żeby On zainterweniował. Miałam Mu za złe, gdy tego nie robił. Chciałam, by mi pomagał poza Chrystusem, nie mając pojęcia, że On nie może tego zrobić.
Gdy dotarła do mnie Ewangelia, uwierzyłam jej i narodziłam się na nowo z Ducha Świętego. Teraz byłam już w Chrystusie i byłam Nim zafascynowana. Bóg odpowiadał na moje potrzeby i zmieniał moje życie. Jednak jakiś czas później, mój mąż stracił pracę i czas bez drugiego źródła dochodu się wydłużał. Uznałam więc, że Bóg nie interesuje się nami. Wydawało mi się, że nas wystawił na próbę i zostawił - nawet nie słyszy mojego SOS. Z powrotem wrócił do mnie obraz odległego Boga sprzed mojego nowego narodzenia.
Przyszło do mnie zwątpienie, jak w piosence zespołu ABBA:
"Wydajesz się taki odległy, pomimo że stoisz obok
Nauczyłeś mnie cieszyć się życiem, lecz obawiam się, że coś umarło
Naprawdę starałam się temu zapobiec
Chciałabym zrozumieć
Co stało się z naszą miłością?
(...) Wołam SOS..."
Byłam coraz bardziej zapieczona w swoim poczuciu, że Bóg mnie zawodzi. Powoli ogarniała mnie gorycz. I wtedy zdałam sobie sprawę, że stoję przed wyborem, czy w takim właśnie stanie chcę spędzić życie - w stanie obrażenia na Boga, niewdzięczności, goryczy, poczucia braku i opuszczenia. Dotarło do mnie, że mam wybór. Mam możliwość spojrzeć na to, w czym Bóg jest wierny i zacząć uwalniać wdzięczność. Wybór tej opcji zmienił wszystko. Ta pokuta, czyli odwrócenie się od błędnego sposobu myślenia i przyjęcie tego zgodnego z prawdą zadziałała jak przyciśnięcie włącznika światła. Momentalnie przyszedł przełom. Kilka dni później mój mąż dostał pracę, potem zmieniliśmy samochód, a ja pośrodku wielkiej czystki w firmie dostałam pozwolenie, aby pracować z domu i być z naszymi małymi dziećmi. Jednak mimo tego, że już nic nie mogło mnie wtedy wybić z prawdy, że Bóg jest dobry i tylko dobry, nadal pozostawał dla mnie kimś z zewnątrz.
Wiedziałam, że mam Ducha Świętego, ale nie postrzegałam Go jako Boga. Oczywiście teologię miałam poprawną, ale w praktyce umniejszałam Jego rolę do roli enigmatycznego Pocieszyciela. Był dla mnie bliżej nieokreśloną siłą a nie Osobą. Wtedy jeszcze nie byłam ochrzczona (zanurzona) w Duchu Świętym - nawet nie wiedziałam, że coś takiego jest dostępne dla wszystkich. Czytałam w Biblii, że ci, których Duch Święty prowadzi, są dziećmi bożymi i coraz bardziej odczuwałam brak mocy w moim życiu. Bóg do mnie mówił przez swoje Słowo. Otwierałam się na Jego objawienia, ale przecież nie mogłam chodzić wszędzie z Biblią, jak zagraniczny turysta, który nosi ze sobą słownik i mapę. Chciałam doświadczać prowadzenia płynącego z wewnątrz mnie.
Któregoś dnia dowiedzieliśmy się, że w jednym z kościołów będzie modlitwa o chrzest w Duchu Świętym. To była odpowiedź na moje pragnienie. Pojechaliśmy tam i zostałam ochrzczona. Zaczęłam mówić innymi językami. Moje zmagania w tej sferze to temat na osobne świadectwo, ale faktem jest, że od tamtej pory zaczęła we mnie rosnąć świadomość tego, że Bóg jest Bogiem z bliska - z mojego wnętrza. I tak jak w znanej kolędzie: "ma granice Nieskończony". Zdałam sobie sprawę, że On zamieszkał we mnie, na zawsze złączył się z moim odrodzonym duchem. Jest wszechmocny, ale zdecydował się ograniczyć moją duszą i ciałem, bo chce się przeze mnie wyrażać. Gdy ja decyduję się z Nim współpracować, wtedy uwalniam Jego moc i pozwalam Mu zmieniać moją duszę. To mój cichy, potężny Wspólnik, Sprawca nadnaturalności w moim życiu.
Od tamtej pory rozwijam relację z Bogiem z bliska a nie z daleka. Kocham Ojca, kocham Syna i kocham Ducha Świętego - Boga, który jest we mnie.
Nina Księżopolska
ŚWIĘTY DUCH
(na nutę "SOS", ABBA)
Zbudziłeś mnie ze snu,
gdy zaprosiłam Cię
Wszechmocny, wieczny Bóg
dał ograniczyć się
Naczyniem Twoim jestem dziś,
napełniasz sobą mnie
po to, by ze mną być,
przejść ze mną poza śmierć
ref. Złączyłeś ze mną się i nie zostawisz nigdy mnie
W głębi przyzywam Cię - tak mnie pociąga serce Twe
Święty Duch, Pocieszyciel, Przyjaciel, mój Bóg
Święty Duch, Pocieszyciel, Przyjaciel, mój Bóg
Wylałeś na mnie się,
płyniesz, jak w żyłach krew
Znany mi cichy głos
prowadzi w prawdzie mnie
Twój ogień we mnie pali się,
wypala cały grzech
Jesteś jak woda, co
pragnienie gasi me
ref. Złączyłeś ze mną się i nie zostawisz nigdy mnie
W głębi przyzywam Cię - tak mnie pociąga serce Twe
Święty Duch, Pocieszyciel, Przyjaciel, mój Bóg
Święty Duch, Pocieszyciel, Przyjaciel, mój Bóg
Wiatr wieje dokąd chce
tak ze mną dzisiaj jest
Ty oddzieliłeś mnie
przez namaszczenie swe
Jak wino miłość Twoja jest,
szczęśliwa czuję się
Serce w pokoju trwa,
Twa pieczęć chroni mnie
ref. Złączyłeś ze mną się i nie zostawisz nigdy mnie
W głębi przyzywam Cię - tak mnie pociąga serce Twe
Święty Duch, Pocieszyciel, Przyjaciel, mój Bóg
Święty Duch, Pocieszyciel, Przyjaciel, mój Bóg
Dodaj komentarz
Komentarze